4 lutego 2011

Jestem już po konsylium u chemioterepeutów. Na razie powracam do starej chemii. Po 2-3 cyklach badania kontrolne i jeśli choroba będzie postępować to podadzą mi ten nowy lek.

Chemioterapię zaczynam już w przyszłym tygodniu. Jak już wcześniej pisałam wszystko opóźniło się, że przez zapalenie płuc. Tak więc chyba już bliżej końca mojego pobytu w szpitalu.

A już obawiałam się, że zapuszczę tu korzenie :)

Mając wiele czasu na rozmyślanie doszłam do wniosku, że ta choroba nie tylko mi wiele zabrała (zdrowie, możliwość satysfakcjonującej pracy), ale wiele też dała. Zobaczyłam życie z innej strony, życie ludzi cierpiących, żyjących ze strachu przed kolejnym badaniem kontrolnym. Płacz, stres, lęk co będzie dalej to normalka. Okazało się, że jest wielu ludzi chcących nieść mi pomóc, a szczególnie rodzina, która od samego początku mnie wspiera.

Mnie z kolei ta choroba wzmocniła psychicznie. Jestem coraz to bardziej silniejsza do walki z tym przeciwnikiem. Mam takie silne przeczucie, że uda mi się z tego wyjść zwycięsko :)

Pozdrawiam